Nasze spojrzenia spotkały się tak
nagle
Jego grzywa powiewała jak na
wietrze żagle
Jego chód był pełen wdzięku
A moje serce pogrążało się w lęku
Podszedł do mnie – zarżał niczym
lew
Poczułam w swoim ciele
przepływającą krew
Tak to stworzenie pokochałam
Podchodząc do niego, kostkę cukru
mu dałam
On zaś nie wzgardził i smacznie
pałaszował
Wiem, że też mnie pokochał
Kiedy na jego mocny grzbiet
wsiadłam
Jego piękną wolność skradłam
Lecz on mi pozwolił i
pogalopowaliśmy
Lasy, łąki i pola przebiegliśmy
Nasze ruchy były bardzo zgrane
A serca oba stały się zakochane.